N Newsletter
Pułapka braku problemów

Często pada pytanie „Do rozwiązywania jakich problemów najlepiej nadaje się design thinking?”. Odpowiedź, która najbardziej zapadła mi w pamięć brzmi: „Rzeczywistych”. Uwielbiam jej prostotę. Na pierwszy rzut oko wydaje się śmieszna, ale wbrew pozorom kryje w sobie dużo głębszą prawdę. Dziś będzie o standardowej nadkreatywności firm i pracowników, byciu zbyt do przodu i strachu przed słowem „problem”.

 

Nadkreatywność

Metoda design thinking jeszcze parę lat temu kojarzona była z kreatywnością, a czasem wręcz z tzw. „designem”. Firmy pytały o warsztaty kreatywne dla pracowników, o rozwijanie ich pomysłowości. Dosyć szybko zleceniodawcy tego typu warsztatów sami dochodzili do wniosku, że w sumie to ci pracownicy mają bardzo dużo pomysłów. A co ważniejsze, okazywało się, że największą frustrację budzi fakt, że nikt tych wszystkich pomysłów pracowników nie zamierza realizować. Dlaczego? I tu pojawiają się różne odpowiedzi: za drogie, szkoda czasu, za duże ryzyko, ten kierunek nie jest zbieżny z wizją zarządu itp. I w sumie, pełna zgoda, po co rozwijać bezsensowne pomysły? Tylko pytanie brzmi: czemu takie pomysły się pojawiły? Dlaczego nie ukierunkować tej kreatywności na rozwiązywanie rzeczywistych problemów?

Wniosek nr 1: Komunikujmy naszym pracownikom co tak naprawdę stanowi rzeczywistą barierę/przeszkodę w rozwoju firmy. Zachęcajmy do usprawnień w konkretnym obszarze.

Przekładając na design thinking - dobrze zdefiniujmy obszar poszukiwań, zanim przejdziemy do pracy.

Wniosek nr 2: Prototypujmy rozwiązania, które dają choć minimalne szanse na rozwiązanie problemu. Nie musimy ich od razu wdrażać w całości, ale sprawdźmy na małym pilotażu, a nuż rzeczywiście coś zadziała.

W design thinking - stosuj zasadę pierwsze prototypy za złotówkę, w minutę, teraz.

Zbyt do przodu

Jakoś z zasady mam do czynienia z dwoma bardzo skrajnymi typami firm. Jedne to takie zbyt re-aktywne, a drugie to takie zbyt pro-aktywne. Te pierwsze są w sumie prostsze w obsłudze, bo tam nic się nie zmienia, dopóki jeszcze da się na tym pracować (system, procedura, sposób pracy). W pewnym momencie już się nie da, bo np. p. Kaziu przejdzie na emeryturę a „tylko on wiedział”, albo dostawca oprogramowania przestanie supportować archaiczną wersję i po prostu trzeba całkowicie zmienić system. Wówczas nikt nie ma wątpliwości, idzie nowe, przestawiamy się i akceptujemy dużą zmianę bardzo jasno określając nasze kryteria. Jest refleksja nad tym co tak naprawdę nie działa, czyli co jest sednem problemu, który chcemy rozwiązać.

Z kolei firmy zbyt pro-aktywne są dużo trudniejsze. Tam zmienia się na nowe bo można, bo jest. Przy tego typu podejściu często gubi się pytanie „Po co?”, bo już samo „nowe” wydaje się wartością. Okazuje się, że w wielu przypadkach te nowoczesne usprawnienia kosztują czas i pieniądze, a w sumie nie wnoszą wiele ani do wartości dla klienta, ani do rozwoju naszej marki.

Wniosek nr 3: Przy zmianach zwracajmy uwagę, żeby jednak były one wartościowe. Szukajmy sensu. To duża wartość również dla pracowników, szczególnie z tych młodszych pokoleń, którzy już nie „żyją żeby pracować”, ale „pracują żeby żyć”.

W języku design thinking - dobra definicja problemu to podstawa.

Rzeczywiste problemy

To czego mnie nauczyła praca z firmami metodą design thinking, to przede wszystkim szukania i nazywania prawdziwych problemów. Dobrze zdefiniowany problem to klucz do sukcesu każdego przedsięwzięcia. Precyzyjna, przejrzysta, dosłowna, zrozumiała definicja problemu do rozwiązania otwiera głowy i definiuje kryteria. Daje moc i pozwala rozwinąć skrzydła. Daje też poczucie bycia potrzebnym. Kto by nie chciał rozwiązać problemu?

Widzę, że nazywanie problemów jest najtrudniejszym wyzwaniem dla firm, na wszystkich szczeblach. Będąc wewnątrz organizacji trudniej je zauważyć. Mamy też niechęć do nazywania ich po imieniu. Wolimy ogólnie formułować wyzwania jako „podniesienie jakości obsługi” albo „wzrost poziomu zadowolenia pracowników”, ale takie postawienie problemów ma naprawdę minimalne szanse na spowodowanie radykalnych usprawnień. To również powoduje, że wszyscy mają jakiś pomysł na rozwiązanie, a potem brakuje kryteriów do wyboru, które z nich realizować.

Bardzo wierzę w rozwój przez rozwiązywanie problemów. Po kolei, zawsze znajdzie się następny, to rozwija i popycha nas do przodu. Szukajmy problemów!

 

PS. W zeszłym tygodniu w Design Thinking Institute ogłoszony został wewnętrzny konkurs poszukiwania prawdziwych problemów naszej firmy. Może uda mi się zdobyć koronę „Królowej problemów” :)

 

AUTORZY

Iwona Gasińska-Mulczyńska

WŁAŚCICIELKA DTI. Projektantka, specjalistka budowania strategii innowacji firm. Od 1994 zaangażowana była w tworzenie skutecznych wizerunków firm w pracowniach designu w USA i Polsce. "Wyznawca" praktycznego aspektu designu w biznesie.

Newsletter

Wartościowe artykuły o design thinking wprost do Twojej skrzynki!

size: xs
size: sm
size: md
size: lg
size: xl
a
a
a
a
a
a
a
a
a
a
a
a
Ta witryna korzysta z plików cookie, aby poprawić usługę i dostarczyć dopasowane reklamy. Korzystanie z tej witryny jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na wykorzystanie plików cookie. Zobacz naszą Politykę plików cookies.